Przy powitaniu premiera Władysława Sikorskiego w Złotej Sali Ratusza
W druku: PRZY POWITANIU PREMJERA WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO W ZŁOTEJ SALI RATUSZA. W DNIU 10. IV. 1923 ROKU.
- Data
- 10 kwietnia 1923
- Miejsce
- Poznań, Złota Sala Ratusza
- Okazja
- Powitanie prezesa Rady Ministrów Władysława Sikorskiego
- Strony
- s. 34–40 · skan (s. 47–53 pliku)
- Język
- polski
Kontekst
Władysław Sikorski kierował rządem od 16 grudnia 1922 r., czyli od dnia zabójstwa prezydenta Narutowicza, i jako prezes Rady Ministrów był zarazem ministrem spraw wewnętrznych. Jego gabinet ustąpił 26 maja 1923 r., po zawarciu paktu lanckorońskiego między PSL „Piast”, Związkiem Ludowo-Narodowym i Chrześcijańsko-Narodowym Stronnictwem Pracy; wyjazd premiera do Wielkopolski przypadł na przerwę w posiedzeniach rządu w kwietniu 1923 r. Ratajski wykorzystał wizytę, by przedstawić rządowi potrzeby miast oraz położenie Wielkopolski i Pomorza wobec niemieckiego stanu posiadania ziemi.
Źródła kontekstu (2)
- Waldemar Piotr Kozyra, Generał Władysław Sikorski – minister spraw wewnętrznych Rzeczypospolitej Polskiej (16 grudnia 1922 – 28 maja 1923), UMCS (streszczenie) (dostęp 2026-11-03)
- Mariusz Wołos, Protokoły posiedzeń Rady Ministrów RP 1918–1923, t. 11: Gabinet Władysława Sikorskiego (wstęp), RCIN (dostęp 2026-11-03)
O czym mówi
Ratajski wita premiera jako naczelnika rządu i opisuje Poznań jako miasto kresowe, ukształtowane tysiącletnią walką z naporem niemieckim. Wskazuje, że w Wielkopolsce i na Pomorzu na jednego niemieckiego przybysza przypada kilkakrotnie więcej morgów ziemi niż na polskiego tubylca. Wylicza zaniedbania ustawodawcze wobec miast: ustawę o ochronie lokatorów, brak ustawy o ustroju samorządu, niewydolność ustawy o rozbudowie miast i brak podatkowych podstaw finansowych miast dawnego zaboru pruskiego. Postuluje nadanie większym miastom prawa wydawania długoterminowych obligacji na budowę mieszkań. Stwierdza, że zachodnia Polska nie ma przedstawiciela w rządzie, i prosi o poparcie prac ustawodawczych. Zaznacza, że Poznań jest miastem w 95 procentach polskim.
Osoby: Władysław Sikorski, Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki
Tekst mowy
Pisownia i interpunkcja oryginału (wyd. 1929). Numery stron druku na marginesie można podać w przypisie. Transkrypcja maszynowa porównana ze skanem, jeszcze nie w całości sprawdzona przez człowieka.
Czcigodny Panie Prezydencie Ministrów!
Imieniem Magistratu, Rady miejskiej i całego obywatelstwa stołecznego miasta Poznania mam zaszczyt powitać naczelnika rządu polskiego i złożyć mu jako przedstawicielowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej należny hołd. Witam Cię, Panie Prezesie Rady Ministrów, ze serca przepełnionego radością, dumą i szczęściem, wyrażając Ci cześć najwyższą, jaką czujemy dla odpowiedzialnego sternika losów Ojczyzny naszej, wywalczonej 100-letnim trudem dziadów i ojców, oraz serdeczną krwią synów naszych, którą miłujemy wszyscy ponad życie i którą pragniemy mieć potężną i poważaną przez swoich i obcych. Witam Cię, Panie Prezydencie, w prastarym Ratuszu, pamiętającym czasy Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, rozbudowanym do dzisiejszej wspaniałości za Jagiełłów i Zygmuntów, witam w najstarszej
stolicy Królów Piastów, witam w siedzibie biskupiej w Polsce najwcześniejszej, u kolebki plemienia lechickiego, u samego jądra narodu polskiego.
Dziś ten rdzeń narodu nie jest już środowiskiem polskiego życia państwowego. Pod wpływem tysiącletnich zapasów z napierającą falą germańską staliśmy się miastem kresowem, gdy granica sąsiada sięga nie dalej, jak 10 mil od miasta. Tysiącletnia walka z naporem germańskim wyryła w duszy ludności zachodnich rubieży odrębne znamiona polityczne: Ponad wszelkie pierwiastki uczuć góruje myśl stale zagrażającego zalewu germańskiego. Groza ta, straszna i odwieczna, zrodziła głębokie poczucie narodowe, wspólne wszystkim kresowcom, u nas jednak wybujałe najsilniej, gdyż nigdzie indziej niebezpieczeństwo nie było tak długotrwałe i bezpośrednie, jak tutaj. Staliśmy się społeczeństwem o silnem napięciu narodowem i o takiej zwartości i jednolitości przekonań, że międzynarodowe ruchy myśli społecznej, religijnej, czy filozoficznej miały do nas dostęp trudniejszy, niż gdziekolwiek.
Powstanie własnej państwowości nie zmieniło tych nastrojów prawie że nic. Mamy
wprawdzie własny rząd, ale widzimy, że ziemią naszą władają w dużej części wrogowie. Niebezpieczeństwo niemieckie zagraża więc nam nietylko z poza granic, ale we własnym kraju; tu w kolebce narodu nie możemy się czuć bezpieczni dopóty, dopóki ziemia, która bezprawiem obcego osadnictwa przeszła w posiadanie cudze, będzie karmiła wrogów. Patrzymy na to, jak rząd polski jako władca kraju przeważnie rolniczego przez cztery lata istnienia państwa otaczał rolnictwo troskliwą opieką i jak ono szybko przebolało skutki wojny i doszło do rozkwitu prawie przedwojennego. Ale patrzymy i na to, jak u nas w zachodniej Polsce te błogie owoce polityki rządu zbierają Niemcy w stopniu wyższym niż Polacy, bo prawdą jest, choć dziwnie to brzmi, że we Wielkopolsce i na Pomorzu na każdego niemieckiego przybysza przypada kilkakrotnie więcej morgów ziemi, niż na polskiego tubylca.
A teraz odwrotna strona medalu: Jak jest z mieszczaństwem w Polsce?
Otóż mogę stwierdzić, nie czyniąc nikomu zarzutu, że polskie ciała ustawodawcze nie zajęły się miastami w mierze takiej, na jaką zasługiwałyby jako główne ośrodki kultury i widoczne
dla obcych wskaźniki postępu. Ustawa o ochronie lokatorów, doprowadzająca miasta do ruiny, istnieje nadal bez zmian, uznanych za konieczne przez wszystkie stronnictwa bez wyjątku. Dziedzina ustroju samorządu miejskiego dotąd nietknięta ręką ustawodawcy, a w komisji, przygotowującej naprawę administracji i ustrój samorządowy, wielkopolskie miasta wpływu nie mają żadnego. Projekt naprawy finansów samorządowych zawsze jest jeszcze w stadjum przygotowawczem i nie przyszedł pod obrady Rady Ministrów. Ustawa o rozbudowie miast, wydana przed pół rokiem w najlepszych intencjach, nie zapoczątkowała ruchu budowlanego, bo kredyty państwowe, przewidziane w tejże ustawie, zmalały od czasu wniesienia projektu ustawy przed 2 laty do dnia dzisiejszego przez dewaluację marki polskiej do tego stopnia, że za sumę tych kredytów można pobudować w tym roku z biedą jeden dom w Wielkopolsce, a drugi na Pomorzu. Konieczną więc jest rzeczą nadanie większym miastom i związkom komunalnym prawa wydawania długoterminowych obligacyj na cele budowy mieszkań. Miasta b. dzielnicy pruskiej są upośledzone szczególnie tem, że odjęto im możność
uchwalania dodatków komunalnych do podatku dochodowego w miarę potrzeb swoich, a inne źródła podatkowe, jak n. p. podatek mieszkaniowy, są dla nich zamknięte przez obowiązujące dotąd ustawodawstwo pruskie. Nie mając własnych podwalin finansowych, miasta nasze skazane są na dotacje państwowe, a korzystając z nich z konieczności, zatracają swoją samodzielność i żywotność. Cierpi na tem kraj cały, ale najwięcej cierpi mieszczaństwo zachodniej Polski. Właśnie to mieszczaństwo, rdzennie polskie, pełne miłości kraju, zdolne do ofiar i poświęcenia, nadające kierunek myśli narodowej. Miejski inteligent, miejski robotnik i rzemieślnik, to są stany w zachodniej Polsce najwięcej upośledzone.
Nie sądzę, abym w przedstawieniu swojem sprawy przejaskrawił. Widząc, że zachodnia Polska nie ma w rządzie centralnym ani jednego przedstawiciela, któryby mógł na podstawie własnego doświadczenia zaznajamiać władze naczelne o naszych bólach i potrzebach, i wpływem swoim zmienić położenie na naszą korzyść, pragnąłem w kilku zdaniach i najgrubszych linjach podać do wiadomości naczelnika rządu, — nie dotykając różnic partyjnych, —
jakie troski głównie nas przenikają, i czego się od rządu naszego spodziewamy. Ufny, że słowa moje będą przyjęte jako szczery wyraz przekonań, nurtujących u ogółu społeczeństwa poznańskiego, oddaję się nadzieji, że p. prezes Rady Ministrów użyje przemożnego wpływu swego, aby stosownie do naszych życzeń popchnąć naprzód pracę ustawodawczą w kierunkach wskazanych, na pożytek całej Ojczyzny, a ku zadowoleniu społeczeństwa wielkopolskiego.
Panie Prezydencie Ministrów! Przybyłeś do miasta, które jeszcze przed 5 laty było, dzięki Niemcom, znane na szerszym świecie, jako miasto pra-niemieckie, było miastem, którego i wielu Polaków, źle poinformowanych, nie wliczało do polskiego stanu posiadania. Dzisiaj wita Cię prezydent Poznania dumnem stwierdzeniem, że przybyłeś do miasta najwięcej polskiego w Polsce, bo liczącego 95% ludności polskiej czystej krwi, pracowitej, przemyślnej, państwowo-twórczej o polskiem sercu i polskim rozumie. Uznaj, Panie Prezydencie, tę elementarną siłę społeczeństwa
poznańskiego, jego żywotność i rozmach i otocz je tą samą opieką, jaką je otaczały, jako wolne miasto królewskie, rządy polskie za złotych czasów Zygmuntów i Batorych.
Jak cytować
Cyryl Ratajski, „Przy powitaniu premiera Władysława Sikorskiego w Złotej Sali Ratusza” (10. 4. 1923 r.), w: tenże, Mowy 1922–1928, Poznań 1929, s. 34–40; tekst cyfrowy: https://kuryerpoznanski.pl/bibliografia/ratajski-mowy-1922-1928/07-1923-04-10-przy-powitaniu-premiera-wladyslawa-sikorskiego-w-zlotej/.