Przejdź do treści

Cyryl Ratajski, Mowy 1922–1928 · nr 6

W czwartą rocznicę powstania wielkopolskiego

W druku: W CZWARTĄ ROCZNICĘ POWSTANIA WIELKOPOLSKIEGO. PRZED RATUSZEM. 27. XII. 1922 ROKU.

Data
27 grudnia 1922
Miejsce
Poznań, przed ratuszem
Okazja
Czwarta rocznica wybuchu powstania wielkopolskiego
Strony
s. 27–33 · skan (s. 40–46 pliku)
Język
polski

Kontekst

Przemówienie wygłoszono 27 grudnia 1922 r., w czwartą rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego, miesiąc po pierwszych zwyczajnych wyborach sejmowych w odrodzonej Polsce. Zgromadzenie Narodowe wybrało 9 grudnia na prezydenta Gabriela Narutowicza, co wywołało protesty środowisk endeckich; 16 grudnia zastrzelił go w warszawskiej Zachęcie Eligiusz Niewiadomski, a 20 grudnia nowym prezydentem został Stanisław Wojciechowski. W orędziu z 20 grudnia Wojciechowski wezwał do zgody i zaniechania nienawiści, a Ratajski odwołał się do tego wezwania w przemówieniu.

Źródła kontekstu (3)
  1. PAP Niepodległa, 100 lat temu Stanisław Wojciechowski został prezydentem RP (dostęp 2026-11-03)
  2. dzieje.pl, Kalendarium prezydentów II RP (1921–1939) (dostęp 2026-11-03)
  3. Wikipedia, Zamach na Gabriela Narutowicza (dostęp 2026-11-03)

O czym mówi

Ratajski opisuje powstanie jako chwilę najwznioślejszą w dziejach miasta: lud poznański, bez nienawiści do niemieckich współobywateli, wypędził wojska pruskie, przejął władzę i w ciągu kilku tygodni zorganizował armię wielkopolską. Porównuje budowę państwa do wznoszenia gmachu, w którym dopiero położono fundamenty. Omawia drożyznę, brak własnej waluty i bezrobocie, wskazując, że to objawy ogólnoeuropejskie, a nie wyłącznie polskie. Wzywa do zaniechania nienawistnych sporów stronnictw, powołując się na orędzie Prezydenta Rzeczypospolitej i odezwę wojewody. Ostrzega przed odwetem niemieckim i ślubuje obronę miasta oraz budowę silnego państwa.

Tekst mowy

Pisownia i interpunkcja oryginału (wyd. 1929). Numery stron druku na marginesie można podać w przypisie. Transkrypcja maszynowa porównana ze skanem, jeszcze nie w całości sprawdzona przez człowieka.

Święcimy czwartą rocznicę powstania wielkopolskiego, chwili najwznioślejszej, jaką miasto nasze przeżywało kiedykolwiek. Po stu latach niewoli i bezprawia, przepełniła się miara przewrotności wrażej: lud poznański, uniesiony najczystszem, najgorętszem uczuciem miłości ojczyzny, porwał się samorzutnie na wrogie magazyny broni i wymierzył sobie sprawiedliwość. Bez objawów nienawiści do współobywateli niemieckiej narodowości, którym i włos nie spadł z głowy, wypędził z miasta wojska pruskie, jako wyrazicieli przemocy, sprzecznej z prawami historji i ludzkości. Polski lud ujął władzę zwierzchnią we własne ręce, opierając się wyłącznie na miejscowych siłach powstańczych, a sprawował ją sprawnie i skutecznie, skoro w przeciągu kilku tygodni zorganizował zdatną do boju armję wielkopolską i przejął wszystkie funkcje władz administracyjnych. Błogosławione

to były chwile, radosne szczęściem wolności, rozkoszne twórczym czynem, ofiarne poświęceniem, święte braterstwem. Zakwitł nam kwiat niepodległości nagle, przez noc prawie. Odurzonym jego zapachem, zdawało się nam, że i owoc państwowości własnej dojrzeje nam równie prędko i bez trudu. Marzenia nasze były przedwczesne, nadzieje okazały się złudne. Dzisiaj, patrząc trzeźwiej, widzimy, że gmach tak ogromny i trwały, jakim ma być Polska współczesna, budować należy lat kilkanaście lub kilkadziesiąt; dzisiaj przekonujemy się, że przez ubiegłe cztery lata wolności, zdołaliśmy zaledwie położyć fundamenty pod gmach ten i wznieść jego zręby, znacząc wielkim wysiłkiem wojsk naszych szlaki granic, i nadając sobie konstytucję, zakreślającą nam ramy współżycia obywatelskiego. Dopiero w ubiegłym miesiącu wybraliśmy sobie przedstawicielstwo narodowe, — pierwszy sejm ordynaryjny — który ma w następnych kilku latach obmyślić urządzenie państwa wewnętrzne, ma z różnych klatek, umeblowanych zlepkami ustroju państwowego odziedziczonego po zaborcach, stworzyć gmach jednolity, wspaniały, pełen ciepła i światła, potrzebnego do rozwoju sił narodowych, o swoistym stylu i charakterze. Dopóki

nie wykończymy urządzenia wewnętrznego gmachu państwowości polskiej, dopóty nie będziemy mogli żyć normalnem życiem. Utyskiwania na bolączki nasze przeważnie mają źródło w tej omyłce, jakobyśmy państwowość polską już sobie stworzyli w pełni, podczas gdy w istocie jesteśmy właśnie w zaczątkach pracy około budowy jej. Dolegliwości, które nas trapią, skłonni jesteśmy kłaść na karb niedołęstwa polskiego, miast brać je jako objaw ogólnoeuropejski. Trawieni różnemi chorobami powojennemi, żyjemy wciąż jeszcze w gorączce, w stanie tymczasowości i przejściowości.

Nie stało nam jeszcze czasu, aby uchwalić organiczny system podatkowy, — danina tegoroczna była tylko dorywczym zabiegiem około przejściowego podtrzymania finansów; — nie stało nam czasu, aby zaprowadzić własną walutę, opartą na złocie lub innym majątku narodowym, a posługujemy się jej namiastkiem, przejętym po okupantach bez żadnej gwarancji realnej. Stąd jest drożyzna, nękająca szerokie masy ludu naszego dotkliwie. Ale widzimy, że skutki wojny kilkuletniej drgają jeszcze w całej Europie tak silnie, że i w starych państwach, jak w Niemczech i Austrji pod wstrząsem wojennym finanse państwowe

zachwiały się w tym stopniu, że tam dzisiaj drożyzna szaleje większa niż u nas. Że jednak Polska ma mniej ciężarów wojennych a więcej bogactw naturalnych, więc jest nadzieja uzasadniona, że opanujemy drożyznę wcześniej niż wymienione państwa ościenne.

Jest u nas bezrobocie, ale już jest mniejsze niż przed dwoma czy trzema laty, jest zaś nie tak wielkie, jak w najbogatszych krajach Europy, jak n. p. w Anglji, gdzie półtora miljona ludzi chodzi bez pracy, żyjąc z jałmużny państwa i gminy. Przecież rolnictwo doszło u nas już w tym roku do normalnej gospodarki i osiągnie wnet produkcję przedwojenną; przecież przemysł rozwija się w tempie szybszym niż przed wojną; przecież koleje nasze działają sprawnie. Tylko ślepi i ludzie złej woli nie widzą u nas poprawy. Potrzeba tylko, abyśmy w ostatecznym wysiłku dwóch lat następnych stworzyli sobie silne podstawy finansowe, uchwalając cały system podatków państwowych i samorządowych, a zło najgorsze, niedobór państwowy — minie bezpowrotnie i dojdziemy do stosunków gospodarczych ustalonych.

Świadomi braków i potrzeb kraju, budujemy sobie wytrwale państwowość polską, zwalczając

przeszkody stawiane nam zewnątrz i wewnątrz kraju. Nie mojem jest zadaniem, w tej uroczystej chwili wytykać błędy tym lub owym. Historja osądzi z dalszej perspektywy sprawiedliwie, kto należał do budowniczych Polski najpożyteczniejszych, a kto jej stawiał przeszkody. Dzisiaj mogę tylko podkreślić jako pewnik bezwzględny, że tylko z miłości powstaje czyn twórczy, żaden zaś akt nienawiści nie przyczynia się do dobra narodu, ale opóźnia budowę państwa, jeśli jej wręcz nie psowa.

Jesteśmy niestety w Polsce świadkami bezpłodnych walk stronnictw, odnoszących się do siebie z nienawiścią, a powodujących niekiedy zwłokę dla najpilniejszych spraw państwowych. Niechaj mi będzie wolno przy dzisiejszem święcie wyrazić nadzieję, abyśmy wszyscy, bez różnicy stronnictw i klas społecznych, zaniechali w myśl ostatniego orędzia Prezydenta Rzeczypospolitej oraz odezwy Wojewody Poznańskiego wzajemnych waśni stronniczych, ale zjednoczeni myślą o dobrem publicznem, pełni wyrozumienia obywatelskiego i miłości bliźniego, dobywając ze siebie wszystkie siły twórcze, zdążali do naprawy obecnego przejściowego stanu gospodarki krajowej i do utrwalenia bytu państwa polskiego.

Pamiętajmy, że odwieczny nasz wróg, któregośmy przed czterema laty wyżęli z miasta naszego, czyha na nas, przygotowując się do odwetu. Biada nam, gdy będziemy trwać w słabości, a wróg siły swoje wzmoże! Biada nam, gdy nawała germańska ruszy na nas falą, a zastanie nas w niemocy, rozterce i rozdwojeniu, bez silnego rządu i bez silnego skarbu! Biada szczególniej tym, na których spadnie odpowiedzialność za to, że przenosząc interes partyjny ponad dobro publiczne, opóźnili budowę państwa przyczyniając się do osłabienia go lub nawet umniejszenia jego stanu posiadania. —

Wiem, że wspólne niebezpieczeństwo bezpośrednio nam zagrażające zjednoczy nas wszystkich, i że jak odparliśmy nawałę bolszewicką z przed bram Warszawy, tak też odeprzemy najeźdźcę germańskiego od murów Poznania, walcząc do ostatniego tchu i ostatniej kropli krwi. Ale wiem też, że obowiązkiem naszym jest nie dopuszczać do takich ostateczności, i że bronią najskuteczniejszą przeciwko zakusom wrogim jest siła polityczna, wojskowa i gospodarcza państwa naszego. To też rozpamiętując w uroczystem skupieniu dzisiejszem chwilę, gdyśmy wyzbyli się jarzma niemieckiego, a rozpoczęli żywot

wolny, ślubujemy, że pragniemy ugruntowania silnej potężnej Rzeczypospolitej Polskiej, że każdy z nas przypieczętuje to pragnienie czynami, poczętemi w uczuciu miłości ojczyzny równie czystem, jakiem było w pamiętnym dniu 27 grudnia 1918 roku.

Niech żyje Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska!

Jak cytować

Cyryl Ratajski, „W czwartą rocznicę powstania wielkopolskiego” (27. 12. 1922 r.), w: tenże, Mowy 1922–1928, Poznań 1929, s. 27–33; tekst cyfrowy: https://kuryerpoznanski.pl/bibliografia/ratajski-mowy-1922-1928/06-1922-12-27-w-czwarta-rocznice-powstania-wielkopolskiego/.

Wszystkie mowy · Czytelnia