Przy wprowadzeniu w urząd
W druku: PRZY WPROWADZENIU W URZĄD W SALI RADY MIEJSKIEJ. 26. IV. 1922 ROKU.
- Data
- 26 kwietnia 1922
- Miejsce
- Poznań, sala Rady Miejskiej
- Okazja
- Objęcie urzędu prezydenta miasta Poznania
- Strony
- s. 1–5 · skan (s. 14–18 pliku)
- Język
- polski
Kontekst
Ratajski został wybrany na prezydenta Poznania w kwietniu 1922 r.; kandydaturę zgłosili radni endeccy, którzy mieli większość w Radzie Miejskiej. Jego poprzednik Jarogniew Drwęski zmarł w 1921 r., a w międzyczasie obowiązki prezydenta pełnił wiceprezydent Mikołaj Kiedacz. Ratajski, z wykształcenia prawnik i adwokat, od 1911 r. mieszkał w Poznaniu, a wcześniej działał w Raciborzu. W przemówieniu inauguracyjnym zapowiedział naprawę i rozbudowę miasta: skoro „pierwszy prezydent miasta był z konieczności jego żywicielem”, drugi ma być jego „budowniczym”. Pierwszym polskim prezydentem Poznania (od 1919 r.) był Drwęski; w mowie nazwisko nie pada.
Źródła kontekstu (2)
O czym mówi
Ratajski dziękuje wojewodzie i przewodniczącemu Rady Miejskiej za zaufanie i mówi o swoim przywiązaniu do miasta lat dziecinnych i młodzieńczych. Przywołuje łacińską sentencję z drzwi ratusza z 1508 r. jako wskazówkę dążenia do prawdy i sprawiedliwości. Zapowiada, że jeśli pierwszy prezydent musiał być żywicielem miasta, to drugi musi być jego budowniczym, i wskazuje na potrzebę rozbudowy miasta oraz zapewnienia dachu nad głową bezdomnym. Uznaje centralistyczny ustrój państwa za przejściową wadę i zapowiada starania o szeroki samorząd komunalny oraz stałe dochody miasta. Wzywa do ofiarności obywateli na rzecz miasta i do zgodnej współpracy Magistratu z Radą Miejską.
Tekst mowy
Pisownia i interpunkcja oryginału (wyd. 1929). Numery stron druku na marginesie można podać w przypisie. Transkrypcja maszynowa porównana ze skanem, jeszcze nie w całości sprawdzona przez człowieka.
Jestem do głębi wzruszony łaskawemi słowy czcigodnego pana Wojewody oraz szanownego pana Przewodniczącego Rady Miejskiej, pełnemi uznania dla mnie i nadziei na przyszłość; dziękuję Panom za życzenia i dowody zaufania, dotąd przezemnie niezasłużone, najserdeczniej.
Szczęśliwy jestem, że wybór mój, dokonany przez świetną Radę Miejską prawie jednomyślnie, znalazł u obywatelstwa poznańskiego oddźwięk sympatyczny. Zaszczyt to dla mnie wielki, że Rada Miejska i szerokie koła mieszczaństwa tak duże we mnie pokładają nadzieje, ale nie taję i tego, że lęk mnie bierze na myśl, czy aby w toku urzędowania, po zetknięciu się z przeciwnościami życia, nie uronię czegoś z tej tak niezwykłej ku mnie przychylności. Bądź jak bądź: wnosząc w urząd dużą ochotę do pracy i pewną dozę odwagi decyzji, ufam, że obowiązkom sprostam w ramach dzisiejszych możliwości, a jeśli w czemśkolwiek
zawiodę, to niechaj mi wolno będzie liczyć i w Radzie Miejskiej i w mieszczaństwie na pobłażliwość, biorącą wzgląd na ułomności ludzkie.
Przywiodła mnie na to miejsce miłość miasta, w którem się wychowałem i z którem mnie łączą najtkliwsze wspomnienia lat dziecinnych i młodzieńczych. Niemal każdy kamień Starego Miasta przemawia do mnie żywym językiem, budząc refleksje z przeszłości. Gdy z konieczności życiowej tak wypadło, że zniewolony byłem przebywać poza tem miastem, to przecież myśl moja przylatywała tu dotąd, bo Poznań nie przestawał być nigdy centrem moich komórek życiowych. Od dawna marzyłem o tem, aby miastu temu przysłużyć się czemśkolwiek. Panowie wyborem swoim marzenia te zamienili w jawę rzeczywistą i bezwiednie spełniliście Panowie najskrytsze i zdawało się nieziszczalne moje pragnienia. To też wdzięczność moja dla mieszczaństwa poznańskiego jest szczególnie żywą, a znajdzie kres swój chyba tylko ze zanikiem moich sił życiowych. Obejmując urząd prezydenta, pragnę oddać życie swoje miastu w zupełności; nie mam innych ambicyj ponad tę jedną, aby pozostawić dobrą u potomnych pamięć. Wszedłszy tu, będę
się starał, — stosownie do rady wypisanej nad wejściem do sali sądowej starego ratusza, — zrzucić z siebie wszelkie namiętności ludzkie: i złość i upór i nienawiść i przyjaźń i pochlebstwo, a wnieść tylko przeświadczenie, że winien jestem jako burmistrz dbać wyłącznie o dobro miasta i jego mieszkańców. »Os justi meditabitur sapientiam et lingua eius loquetur iudicium«. Tak brzmi napis na oddrzwiach ratuszowych z roku 1508, który przez cztery wieki przyświecał poprzednikom moim, a który i dla mnie będzie wskaźnikiem w dążeniu do prawdy i sprawiedliwości.
Programu szczegółowego na przyszłość nie mogę Panom przedłożyć, bo nie znam finansów miasta i jego agend bieżących. — Jedno wiem tylko: gdy pierwszy prezydent miasta był z konieczności jego żywicielem, drugi musi być jego budowniczym. Poczuwam się do obowiązku, aby zwalczyć wszystkie trudności, piętrzące się przy podjęciu budowli miejskich, czy to ulic czy budynków, i przystąpić w bliskim czasie do naprawy i rozbudowy miasta, duszącego się w murach dotychczasowych, niewystarczających po zastoju budowlanym ośmioletnim. Wiem, że do rozwiązania tego wielkiego i naczelnego zadania będzie trzeba pobudzić ofiarność obywatelstwa w granicach względnie
szerokich, nie sądzę jednak, ażeby ciężary stąd płynące na mieszczaństwo były nadmierne, przeciwnie mniemam, że wystarczy ciężar podatków przedwojennych, oczywiście wyrażony we wartościach istotnych a nie papierowych, ażeby zbliżyć się w kilku latach do zasad racjonalnej gospodarki miejskiej. Ufam, że Panowie wraz z całem mieszczaństwem poznańskiem uznają konieczność ofiar na rzecz miasta, bo przecież nie wolno mi na chwilę przypuścić, ażebyśmy chcieli odmówić władzom rodzimym tych choćby ofiar, które zniewoleni byliśmy składać władzom zaborczym.
Poczuwam się dalej do obowiązku, aby wedle sił współpracować z władzami państwowemi około rozbudowy samorządu miejskiego i zapewnić miastu stałe i wystarczające źródła dochodu, na których możnaby oprzeć i ustalić nasze budżety miejskie. Uważam obecny — przejściowy jak sądzę,— ustrój centralistyczny Rzeczypospolitej Polskiej za jednę z kardynalnych wad naszej gospodarki krajowej, i sądzę, że do zadań w najlbiższej przyszłości najpilniejszych będą należały starania około wprowadzenia samorządu komunalnego w granicach jaknajszerszych.
Nie chcę wyliczać niezliczonych a zaległych
z powodu wojny zadań na polu kulturalnem, których się miasto musi podjąć; nie chcę też wyliczać projektów, dotyczących uprzemysłowienia miasta, połączenia go drogą wodną z Gdańskiem i wielu, wielu innych równie doniosłych, aby odrywać uwagi od sprawy najdonioślejszej, zadania najprzedniejszego, t. j. stworzenia dachu nad głową bezdomnych.
Kończę wyrażeniem nadziei, że zgodna współpraca Magistratu i Rady Miejskiej we wszystkich poczynaniach miejskich przyniesie miastu pożytek i przyczyni się do pełni rozkwitu naszego mieszczaństwa. Niechaj obcy patrzą i widzą, że nasze miasto pod zarządem własnym nietylko nie chyli się ku upadkowi, ale że przezwyciężając trudności powojenne, zmierza ku temu, aby się wznieść ku wyżynom świetności jagiellońskiej.
Jak cytować
Cyryl Ratajski, „Przy wprowadzeniu w urząd” (26. 4. 1922 r.), w: tenże, Mowy 1922–1928, Poznań 1929, s. 1–5; tekst cyfrowy: https://kuryerpoznanski.pl/bibliografia/ratajski-mowy-1922-1928/01-1922-04-26-przy-wprowadzeniu-w-urzad/.