Przejdź do treści

„Ozon” w Berezie i Bereza w „Ozonie”

Szczęść Boże — powie na to czytelnik, ale zarazem zapyta, co znaczy druga część tytułu: „Bereza w „Ozonie“?

W roku 1937 Obóz Zjednoczenia Narodowego był u szczytu swoich ambicji. Pomyślany przez marszałka Rydza-Śmigłego i kierowany przez płk. Adama Koca, legionistę i jednego z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, miał zebrać obóz rządzący, rozproszony po śmierci Marszałka i rozwiązaniu BBWR, a zarazem dać mu to, czego "sanacja" nigdy nie posiadała: masowe zaplecze i ideę. Ideę postanowiono zresztą zapożyczyć. Deklaracja, którą Koc odczytał przez radio 21 lutego 1937 roku, mówiła o narodzie, wojsku i Kościele językiem, który czytelnikom prasy narodowej musiał brzmieć aż nadto znajomo.

Stronnictwo Narodowe pozostało poza Ozonem i przeciw niemu. „Kurier Poznański”, główny dziennik obozu narodowego w Wielkopolsce, śledził poczynania nowej organizacji z bliska i bez przesadnej życzliwości. Gdy biuro prasowe Obozu Zjednoczenia Narodowego doniosło, że “Ozon” (od skrótu O.Z.N.) ma już swoją organizację także w Berezie Kartuskiej. „Kurier Poznański” komentuje: „Szczęść Boże”.

Uważamy ten tekst za dziennikarstwo najwyższej próby. Nie ma w nim tego użalania się nad sobą ani dziewiczego oburzenia, którym współcześni, pożal się Boże, prawicowi feljetoniści zastępują argument. Jest komunikat urzędowy, przeciek ze statutu, kilka nazwisk, majątek nad Pilicą i pieśń zza lasu. Wnioski autor zostawia czytelnikowi.

Najpierw tekst.

„Ozon“ w Berezie i Bereza w „Ozonie“

Ruchliwe w ostatnich czasach kierownictwo „Ozonu“ sprawiło, a nie mniej ruchliwe biuro prasowe ogłosiło, że organizacja „O. Z. N.“ — między innymi miastami wschodnimi — powstała także w Berezie Kartuskiej.

Szczęść Boże — powie na to czytelnik, ale zarazem zapyta, co znaczy druga część tytułu: „Bereza w „Ozonie“?

Odpowiemy najdokładniej na to pytanie, ale w tym celu musimy cofnąć się do historii „O. Z. N.“. Na kilka miesięcy przed ogłoszeniem deklaracji płka Koca przedostały się do prasy warszawskiej pewne szczegóły statutu organizacyjnego mającego powstać obozu. Wśród tych szczegółów były i „sektory“ i oddziały ochronne i kursy przeszkolenia kandydatów na działaczy organizacyjnych.

Wiadomościom tym zaprzeczono oficjalnie, a prywatnie informowano, że do prasy opozycyjnej przedostał się jeden z wielu projektów, który nie uzyskał aprobaty płka Koca. Coś jednak, a nawet wiele, z tego projektu pozostało, bo po utworzeniu „O. Z. N.“ okazało się, że są w nim „sektory“, mają być oddziały ochronne, a także specjalne kursy ideowo-organizacyjne.

Autor omawianego projektu, którego nazwisko krążyło w ustnej tradycji, proponował m. i., aby kandydaci na działaczów nowego obozu byli na pewien czas odosabniani zdala od zgiełku miejskiego na wsi, na łonie natury, aby w skupieniu, w zdrowotnej atmosferze mogli zgłębiać zasady ideowe i metody organizacyjne obozu.

A więc „miejsce odosobnienia“ w celach wychowawczych — powiedzieli sobie ci, co czytali projekt, a jedno z pism warszawskich użyło dowcipnego określenia: „Bereza entuzjazmu“.

I istotnie „Ozon“ organizuje także „Berezy“. Niedawno w Łęgonicach nad Pilicą, majątku p. St. Zdziarskiego, odbył się pierwszy kurs przeszkolenia działaczów „sektoru młodzieżowego“, czyli „Młodej Polski“. Kierownikiem kursu obozu był zastępca płka Koca w tym „sektorze“ p. Jerzy Rutkowski, „oenerowiec“ z grupy „Falangi“, znanej także pod nazwą „bepistów“. Jednym z wykładowców był sam płk Koc. Rezultatem kursu są ogłoszone niedawno nominacje sztabowców i prowincjonalnych „gauleiterów“ „Młodej Polski“.

Teraz już czytelnicy rozumieją cały nasz tytuł. Na zakończenie dodamy jeszcze parę uwag z terenu „Berezy“ nad Pilicą.

Gościnny gospodarz kursu-obozu dawniej uchodził za zwolennika Stronnictwa Narodowego, z którym zerwał, ponieważ chciał kandydować przy ostatnich wyborach do Sejmu. I kandydował i — przepadł.

Wykłady na kursie odbywały się przeważnie na świeżym powietrzu. Podczas jednego z takich wykładów echo leśne przyniosło melodię i słowa... Hymnu Młodych. Co to takiego? — pytali wykładowcy i słuchacze. Okazało się, że to członkowie Stronnictwa Narodowego z pobliskich miejscowości urządzili sobie wycieczkę i wypoczywając przy ognisku śpiewali swoją pieśń. Podobno byli wśród nich także i tacy, co mieli sposobność zawrzeć znajomość z prawdziwą Berezą. I. D.

Wycinek artykułu „Ozon w Berezie i Bereza w Ozonie”, podpisanego I. D.; nagłówek i dwie kolumny tekstu.

Wycinek ze zbioru WBC. „Kurier Poznański”, 1937.

Obóz pułkownika Koca

Ozon miał być czymś innym niż partie, nad którymi zamierzał stanąć. Członków grupowano w „sektorach”, karność wzorowano raczej na wojsku niż na stronnictwie, a projekt statutu, o którym pisze I. D., przewidywał ponadto oddziały ochronne i kursy dla kandydatów na działaczy. Urzędowe zaprzeczenia okazały się trwalsze w prasie niż w praktyce.

Najtrudniej szło z młodzieżą. Akademicka Polska lat trzydziestych była w przeważającej części narodowa, a legionowy rodowód obozu rządzącego niewiele dla niej znaczył. Ozon mógł ją pozyskać tylko z pomocą ludzi, którzy mówili jej językiem. Znalazł ich tam, gdzie "sanacja" trzy lata wcześniej sama ich umieściła.

Miejsce Odosobnienia

Tzw. Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej utworzono rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z 17 czerwca 1934 roku, dwa dni po zabójstwie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. O osadzeniu decydowała administracja, sędzia śledczy jedynie zatwierdzał jej zarządzenie; wyroku nie było. Obóz działał do września 1939 roku i przeszło przez niego, według szacunków, około trzech tysięcy ludzi, w większości komunistów. Trafił tam również “Cat” Mackiewicz, z powodu swojej pracy dziennikarskiej.

Pierwszymi więźniami byli wszakże narodowcy. Wieczorem 6 lipca 1934 roku przywieziono do Berezy dwóch endeków z Krakowa, a nazajutrz transport z Warszawy z kierownictwem Obozu Narodowo-Radykalnego, zdelegalizowanego kilka dni później. Był w nim dziewiętnastoletni Bolesław Piasecki.

Falanga w „Młodej Polsce”

W 1935 roku ONR rozpadł się na dwie grupy: ONR-ABC i Ruch Narodowo-Radykalny „Falanga”. Tę drugą, skupioną wokół Bolesława Piaseckiego i nazywaną od jego inicjałów „bepistami”, wyróżniał program totalny i wodzowski, daleki od tradycji Narodowej Demokracji i Stronnictwa Narodowego. Wiosną 1937 roku Koc zawarł z Piaseckim porozumienie. Ludzie Falangi weszli do powstającego Związku Młodej Polski, a jego kierownikiem został Jerzy Rutkowski.

O budowaniu obozu władzy Koc wiedział sporo; w Łęgonicach uczył tego ludzi, z którymi jego środowisko jeszcze niedawno rozprawiało się przy pomocy policji. Kurs przypadł na najlepsze miesiące tego porozumienia. Nie było ich wiele. W styczniu 1938 roku Koc ustąpił, jego następca, gen. Stanisław Skwarczyński, z Falangą zerwał, a ludzi Piaseckiego usunięto z „Młodej Polski”. „Gauleiterzy” nie zdążyli się zadomowić.

Wybory 1935 roku

Ordynacja wyborcza z 1935 roku oddawała wybór kandydatów zgromadzeniom okręgowym, w praktyce kontrolowanym przez administrację. Stronnictwo Narodowe, wraz z resztą opozycji, wybory zbojkotowało, a do urn poszło niespełna 46 procent uprawnionych. Kto z narodowców chciał wówczas kandydować, musiał ze stronnictwem zerwać. Gospodarz z Łęgonic zerwał.

Bereza Entuzjazmu

Teraz czytelnik winien już zrozumieć przewrotny chiazm w tytule. Oto w Berezie Kartuskiej, w odosobnieniu, twórcy “Miejsca Odosobnienia” w Berezie Kartuskiej prowadzą obóz wychowawczy, na którym przyuczają swoje byłe ofiary do roli katów.

A wszystko to na świeżym powietrzu, czyli jak wtedy mawiano, ozonie.

Powiązane hasła

Poprzedni artykuł
Endecki Poznań, odc. 1: Co czytelnicy GW sądzą o Poznaniu?
Następny artykuł
Roman Dmowski: Popławski a młodzież jego czasów