
Jako katolik, zawsze usiłuję spojrzeć w duszę drugiej osoby i nie osądzać bliźniego. Nie udało mi się jednak póki co dojrzeć źródła tej zajadłej niechęci do najbardziej polskiego miasta - Poznania - u 57-letniego gorzowianina i prorektora tamtejszej Akademii. Poznań przyjął go wszak życzliwie na studia w UAM i obdarzył profesurą w poznańskim oddziale PAN. Swoją karierę naukową poświęcił p. prof. wyłącznie myśli niemieckiej i być może tkwi źródło tej dziwacznej epifanii, którą jakiś czas temu zamieścił, a będącej częścią jego niezwykle wytrwałej działalności.
„Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas”.
Profesor Kucharczyk tak długo spoglądał w pruską niemczyznę, że bez wstydu powtarza propozycję, jaką ostatnio składała mniejszość niemiecka w 1934 roku. Po śmierci prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga, lokalni Niemcy chcieli jego upamiętnienia przy ul. Podgórnej, w której przyszedł na świat.
Coraz częściej w prasie polskiej (czy może tylko polskojęzycznej?) napotykamy tego rodzaju sugestie, w których wzorem dawnych broszur „sanacyjnych” wycelowanych w poznańskie Stronnictwo Narodowe usiłuje się dowieść, że najbardziej ugodowym wobec Niemiec i najbardziej bezbożnym miejscem w Rzeczypospolitej jest, nie kto inny, tylko… Poznań!
Jest to, delikatnie mówiąc, niewłaściwość! Niebywałe, że 92 lata później, w polskiej prasie, polski profesor nie tylko wraca do pomysłów Prusaków, ale jeszcze dokłada do tego Ericha Ludendorffa - zatwardziałego narodowego socjalistę, który w 1923 roku szedł ramię w ramię z Hitlerem w puczu monachijskim, w 1925 roku był oficjalnym kandydatem NSDAP na prezydenta Rzeszy, a resztę życia poświęcił fanatycznej walce z polskością oraz z Kościołem katolickim!
Jakby tego było mało, wciąga w to też Pomnik Wdzięczności! Do przykrego tematu jakim jest szarganie pamięci tego monumentu przez niektóre środowiska, które nie robią niestety nic w celu jego odbudowy poza urządzaniem “sanacyjnej” w swoim charakterze kanonady plugastw w mediach tzw. “społecznościowych”, będziemy wracać. Tutejsze obywatelstwo, przywykłe do kulturalnych stosunków i rzetelnej pracy, doskonale widzi, ile warte są owe ciągłe deklamacje.
Pozostaje mieć nadzieję, że katolicyzm i polskość staną się kiedyś silniejsze w duszy p. prof. Kucharczyka aniżeli to przykre, pruskie rozwydrzenie, przez które znalazł się dziś w jednym szeregu z publicystami „Gazety Wyborczej”. Być może wpłynie na to powrót naszego miasta króla Przemysła II, którego pomnik powstał w tym roku z inicjatywy pana Jacka Wojciechowskiego, prezesa firmy UTAL i prawdziwego, czynnego patrioty. Pomniki buduje się czynem, nie słowem.

P. profesorowi Grzegorzowi Kucharczykowi ze szczerego serca zalecamy by zaczął czytać więcej przedwojennego Kuriera Poznańskiego w ramach swojej działalności naukowej, ażeby wyleczyć się z wpływu prusackiej propagandy.